Wysiadłam z samolotu, weszłam na lotnisko, było pełno ludzi. Pewnie czekali na wracających zza granicy bliskich. Nienawidzę latać, ale czego się nie robi dla ważnych osób. Choć wiedziałam, że mój przyrodni mnie nie odbierze, bo nie ma teraz czasu, to i tak rozglądałam się w tłumie, aby go zobaczyć. Większość osób trzymała kartki z nazwiskami osób swoich bliskich. Nagle zobaczyłam kartkę z napisem „Monika Kowalska”. Trzymał ją dobrze zbudowany mężczyzna, pewnie ochroniarz wysłany przez brata. Podeszłam do niego niepewnie
-To ja…- powiedziałam lekko się uśmiechając.
Wyjął z kieszeni zdjęcie na którym byłam ja i mój brat przytuleni do siebie z wielkimi bananami na twarzy (uśmiechami). Popatrzyłam na nie, wtedy on spojrzał na zdjęcie potem na mnie, a ja uśmiechnęłam się w taki sam sposób jak na zdjęciu.
-Zgadza się. Możemy już iść, limuzyna czeka.
-Dobrze, tylko muszę jeszcze odebrać swoje bagaże.
-Może odprowadzę Cię do limuzyny i ja odbiorę bagaż- powiedział to prowadząc mnie do wyjścia.
-Mi pasuje. Bagaż jest koloru fioletowego w białe kwiatki i jest oczywiście podpisany- powiedziałam. Wyszliśmy z lotniska i od razu zauważyłam czarną limuzynę. Ochroniarz otworzył mi drzwi, a ja dziękując wsiadłam. Od razu napisałam sms'a do braciszka.
„Właśnie przyleciałam, szkoda, że Cię tu nie ma. Czemu kazałeś
wynająć limuzynę i przysłałeś ochroniarza, przecież wiesz, że nie
lubię jak wydajesz na mnie niepotrzebne pieniądze…
Mogłam pojechać taksówką do hotelu. Ale i tak Cię kocham…”
po pewnym czasie przyszła odpowiedź
„Wiem, że chciałabyś bym to ja po Ciebie przyjechał, ale wiesz,
że jestem zajęty i spotkamy się dopiero jutro po koncercie.
A co do limuzyny i ochroniarza to wolałbym, żebyś się nie
zgubiła ze swoją „dużą”(świetną) orientacją w terenie.
Ps. Też Cię kocham”
Uśmiechnięta westchnęłam i wyjęłam słuchawki z kieszeni i włączyłam muzykę. Po 10 minutach wrócił ochroniarz z moimi torbami i usiadł z przodu. Po drodze otworzył szybkę, która dzieliła mnie od kierowcy.
-Nie przedstawiłem się, jestem Peter, ale mów mi Pit. Jestem ochroniarzem chłopaków. Jak ci minął lot? – spytał wyglądając przez okienko.
-Beznadziejnie, więcej w życiu nie będę latać samolotem- powiedziałam to krzyżując ręce w geście sprzeciwu.
-Oj chyba będziesz musiała, bo chłopacy często latają i to własnym samolotem.
-Nie, tylko nie to!
-Liam to twój brat. Tak? –spytał.
-Tak, mój przyrodni brat. Nasi rodzice kiedyś przed wypadkiem byli razem, no i tak zostało.
-Aha- przytaknął w geście zrozumienia.
-No tak Liam dużo o Tobie opowiadał- uśmiechnął się.
-Niby co mówił?- byłam bardzo ciekawa, ponieważ Liam to nie tylko mój brat przyrodni, ale także ktoś więcej. Jest moim najlepszym przyjacielem.
-Opowiadał o tym, że gdyby nie Ty to by nie robił tego co teraz robi i co kocha, oraz mówił że jesteś najważniejszą osobą w jego życiu i także, że nigdy nie będzie w stanie odwdzięczyć Ci za to.
-Oj tam, przesadza. To miło z jego strony. Co prawda namówiłam go do wzięcia udziału w castingu do X-Factora, ale to wyłącznie dzięki sobie go wygrał.
-Nie bądź taka skromna, a ty też śpiewasz czy nie? –zapytał.
-Śpiewam, ale tylko dla siebie i wyłącznie dla siebie.
-Haha...- zaśmiał się - widać, że to rodzinne - Peter uśmiechnął się i zamknął okienko. Ja włożyłam z powrotem słuchawki do uszu, bo właśnie szła moja ulubiona piosenka brata zespołu „Kiss You”.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
I jak wam się podoba pierwszy rozdział opowiadania ?
Piszcie w komentarzach. Niebawem pojawi się kolejny rozdział :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz